Strona glownaJaponia
Czy wiesz ze...
Sam widzialem
Artykuły
Zielona Herbata
Język
GaleriaTest
O stronieLinkiKontakt
Księga Gości

I jak tu nie kupować...

Integralną częścią wszystkich moich wojaży są zakupy. Nie było miejsca z którego nie chciałbym przywieźć czegoś ciekawego, chociaż zawsze czyniłem to z rozsądkiem. Z Japonii jednak za każdym razem wracałem z pełną walizką i pustym portfelem. Kraj Kwitnącej Wiśni to raj dla wszystkich zakupoholików. Tylu sklepów w jednym miejscu to ja jeszcze w życiu nie widziałem. Z pierwszej wizyty w Japonii to sobie 5 aparatów fotograficznych przywiozłem, zielonej herbaty na pół roku, muzykę której za nic nie rozumiałem, sake (a jak!) oraz 20 par skarpetek z palcami.

W niewielkich sklepach bez znajomości japońskiego ciężko się dogadać z obsługą. W dużych centrach handlowych jest trochę łatwiej jako, że czasem w obsłudze pracuje kilku obcokrajowców, którzy świetnie mówią po angielsku. Cóż, zakupy wyglądają tam trochę inaczej niż ma to miejsce w Polsce. Obsługa zawsze miła i ochocza do pomocy. W Polsce wchodzisz do sklepu, pytasz się czy jest ta bluzka w mniejszym rozmiarze i najczęściej każą ci iść do kogoś tam innego żeby zapytać bo to osoba akurat nie wie (a raczej nie chce się jej ruszyć tyłka). Pewnego razu w Osace podchodzę do kasy, która już była zamknięta (czego na początku nie zauważyłem), a młody chłopak za ladą grzecznie schował tabliczkę z napisem “Kasa nieczynna” i obsłużył mnie z uśmiechem na twarzy.  Do teraz pamiętam jak kiedyś w "Biedronce" pewna upiorna kobieta przy kasie wyskoczyła na mnie z ironicznym pytaniem czy jestem ślepy i nie widzę, że kasa jest nieczynna.

Jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Pieniądze chyba w całej Japonii liczone są w ten sam identyczny sposób (mniej więcej tak jak to robią u nas w bankach). Jakoś tak dziwnie składają banknoty na pól i szybko przebierają tymi ich małymi palcami. Najpierw dostajesz banknoty, dwoma rękami, a później monety.

Jeśli chodzi o ubrania to wybór jest taki jak na stadionie dziesięciolecia, tylko że razy 1000. Jako, że nie należę ani do wysokich ani do przypakowanych czułem się tam chyba lepiej niż Samoobrona w sejmie. Jedyny problem to czapki. Japończycy mają jakoś takie większe głowy i wszystkie spadały mi na nos.

Prawdopodobnie większość ma wypaczone wyobrażenie o gustach Japończyków w  sferze mody, tak były przynajmniej ze mną zanim ich nie poznałem. Takiej różnorodności to im możemy tylko pozazdrościć. Dużo świetnych rzeczy za rozsądną cenę. Oczywiście jeśli ktoś nie schodzi poniżej Louis Viton lub Prada to również zaspokoi swoje potrzeby, ten problem jednak mnie nie dotyczy.



Co ciekawe, w wielu sklepach można negocjować ceny, szczególnie w sklepach z elektroniką. Niezwykle osobliwe są tzw. sklepy „100 Jen”, czyli odpowiednik polskich „Wszystko po 4 złote”. Wybór jest ogromny i zdecydowana większość produktów kosztuje obiecane 100 jen.

Inna mile zaskakująca rzecz to ceny alkoholi. Jadąc do Japonii stwierdziłem, że najlepiej będzie się zaopatrzyć w niezbędne napoje na bezcłówce w Europie. Jakże błędne było to założenie. Wchodzę sobie do pierwszego lepszego sklepu z alkoholem w Osace z zamiarem nabycie kilku sztuk ryżowego winka oraz ich wybornego napoju śliwkowego, oczywiście alkoholowego. Tak z ciekawości popatrzyłem na ceny innych trunków znanych mi już bardzo dobrze i nie mogłem uwierzyć. Nie dość, że ceny niższe niż u nas to jeszcze do tego promocje sięgające 30-50 procent! Czy ktoś kiedyś widział u nas 50% przecenę whisky?!? Cieplej mi się zrobiło na sercu, a uśmiech wydłużył dwukrotnie. I jak tu nie skorzystać z takiej okazji? Kolejny raz przekonałem się o tym, że Japonia czeka na mnie z niespodziankami na każdym kroku.
All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008 by Moja Japonia