Strona glownaJaponia
Czy wiesz ze...
Sam widzialem
Artykuły
Zielona Herbata
Język
GaleriaTest
O stronieLinkiKontakt
Księga Gości
Forum

Kultura nie najwyższego lotu - czyli idziemy do multiplexu.

Poznawanie Japonii to nie tylko zwiedzanie świątyń, uczestnictwo w ceremoniach herbacianych czy kontemplacja w parkach w Kioto. Dla mnie to również podróżowanie metrem, robienie zakupów w sklepach „100 Jen“, czy jedzenie z ulicznych straganów. Jak już doskonale wiecie z moich poprzednich historii, wszystkie te czynności, które mogą z założenia wydawać się bardzo banalne, niejednokrotnie przyczyniły się do tego, iż mogłem przeżyć nie lada przygody.

To był dzień kiedy nie miałem żadnych konkretnych planów na zagospodarowanie wolnego czasu. Myślałem o czymś co pozwoli zaspokoić moją artystyczną duszę i dlatego po przedstawieniu mi kilku propozycji przez mojego Przewodnika, zdecydowałem się na wypad do jednego z Multipleksów.

W każdym innym miejscu na świecie podjęcie decyzji o pójściu do kina raczej nie wiązałoby się z żadnymi większymi emocjami, no ale teraz mówimy o Japonii. Kraju, w którym nawet korzystanie z toalety może być tematem na niezłą historię z niespodziewanymi zwrotami akcji...

Podekscytowany, razem z moją towarzyszką udaliśmy się do kina znajdującego się w jednym z centrów rozrywkowych w Osace. Rzut oka na repertuar. Niestety, szczerze mówiąc nie wygladało to najlepiej. Miałem wielką ochotę na “Chłopaki nie Płaczą”, ale o dziwo nie mieli tego w repertuarze. Jeszcze nieprzyjemniej się zrobiło gdy zobaczyłem, że większość filmów była po japońsku, a niestety mój japoński jest tak dobry jak aktorstwo Kasi Cichopek. Nie było dobrze. Jakaś anglojęzyczna rodzynka się jednak znalazła w repertuarze więc nie zostało nam nic innego jak kupić bilety i…. no właśnie, tylko jakie. Okazuje się, że dostępnych było kilka opcji cenowych, my zdecydowaliśmy się na…. dwuosobową kanapę. Akurat (chyba w środy) są promocje i ceny biletów były z 50% rabatem, dlatego też nie zastanawialiśmy się ani sekundy dłużej i nabyliśmy bilet na mięciutką sofę:-)

Do tego duża Cola, paczka chitos oraz popcorn o smaku zielonej herbaty… żartuję oczywiście. Oprócz tego, że miejsce w kinie było niezwykle wygodne, nikt nie rozmawiał zbyt głośno oraz ani razu nie zadzwonił telefon, to nie dostrzegłem wielu różnic w porównaniu z polskimi  salami  kinowymi , które znane są mi z nowoczesnych centrów handlowych.

Film z tego co pamiętam nie był jakiś specjalny, ale za to popcorn był bardzo smaczny. Po seansie, czując niedosyt doznań kulturalno-rozrywkowych oraz, że nie było jeszcze zbyt późno udaliśmy się do innej części centrum rozrywkowego gdzie postanowiliśmy spróbować sił w grze w kręgle. Pierwsza niespodzianka, jeśli tylko posiadasz odpowiednie podeszwy to zmiana butów nie jest obowiązkowa. Żadne z nas nie było w posiadaniu takowych, więc poprosiliśmy o dwie pary. Jako, że Japonia to nie Polska to nawet wydawanie butów musi się odbywać z udziałem sztucznej inteligencji. Podchodzisz to takiej maszynki do której wrzucasz określoną ilość Jenów, wybierasz odpowiadający twoim stopom numer i po chwili niczym batonik Snickers z automatu wypadają ci wymarzone buty do gry w kręgle. Zdziwiłem się jednak, że ani nie świeciły, nie mówiły ani nie posiadały najprostszego nawet odtwarzacza Mp3.

W kręgle oczywiście przegrałem sromotnie, ale to chyba z powodu tego samuraja, który rzucał na torze obok i rozpraszał mnie swoją grą. Wyglądał jak “Jesus” z filmu “Big Lebowski” braci Coehn. Brał kulę do ręki, coś tam do niej mówił, brał rozbieg po czym rzucał kulę z gracją baletnicy i za każdym razem miał Strike’a! Ja z moim co drugim jako takim trafieniem już po 3 kolejce straciłem dobry humor i miałem dosyć tej nierównej walki.

Aby poprawić sobie humor, postanowiłem wygrać w automacie z gadżetami największą maskotkę dla Tetsuko, aby pokazać jej kto tu jest tak naprawdę prawdziwym mężczyzną. Po 5 minutach powiedziała, że jakakolwiek maskotka ją zadowoli, nawet ta najmniejsza. Po dwudziestu minutach stwierdziła, że niczego nie muszę udowadniać. Chyba nie powiedziała tak, będąc znudzona patrzeniem na mnie przez 20 minut, jak mizernie próbuję wydostać cokolwiek z tej przeklętej, niewdzięcznej, różowej maszyny!?


Po tym wszystkim, dochodząc do wniosku, że dzisiaj już nie udowodnię jaki ja to nie jestem super hero, wsiedliśmy do metra i najzwyczajniej w świecie wróciliśmy do domu.

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008-2009 by Moja Japonia