Strona glownaJaponia
Czy wiesz ze...
Sam widzialem
Artykuły
Zielona Herbata
Język
GaleriaTest
O stronieLinkiKontakt
Księga Gości
Forum

Że jedzenie może być ekscytujące.

Od czego by tu zacząć. Japonia to źródło niekończących się doznań wizualno-smakowych. Przekonywałem się o tym na każdym kroku. Restauracje, jedzenie domowe, festiwale czy nawet ulica to miejsca gdzie zawsze można było zjeść coś niezwykłego i smacznego. Chyba każdy kto odwiedził Japonię, spróbował sushi, sake czy zieloną herbatę. Tam smakują one najlepiej.

Mimo otwartości na nowe smaki, było wiele takich dziwnych potraw gdzie na propozycję skosztowania grzecznie podziękowałem starając się nie zwymiotować. No bo jak tu zjeść rybę, która jeszcze się rusza?! Równie szybko podziękowałem za możliwość spróbowania rarytasu japońskiej kuchni, Fugu, wysoko toksycznej ryby. Fugu zawiera śmiertelną dawkę trucizny występującej w niektórych jej organach wewnętrznych oraz skórze. Mogą ją sprzedawać i przygotowywać  jedynie licencjonowani kucharze. Szybko stwierdziłem, że chyba aż tak bardzo mi nie zależy na poznaniu Japonii.


Podobno już niewielka ilość tej trucizny umieszczonej na języku dostarcza wręcz nieziemskich doznań kubkom smakowym, dlatego najwięksi smakosze najbardziej cenią sobie te właśnie zatrute części ryby. Co roku znajdują się śmiałkowie, którzy za bardzo wczuwają się w to przeżywanie, źle oceniają ilość trucizny w spożywanych kawałkach ryby i jest to ich ostatnie danie. Ofiary psikuśnej rybki umierają przez uduszenie, a antidotum mimo usilnych prób nadal nie stworzono.

Inna ciekawa rzecz, jaką zobaczyłem to tzw. “Pociąg Sushi”. Jest to rodzaj restauracji gdzie siada się obok specjalnych taśm na których przemieszczają się zamówione wcześniej dania. Wygląda to w następujący sposób. Siadasz przed monitorem na którym wybierasz jedzonko i jestem przekonany, że z moją znajomością japońskiego to raczej wyszedłbym stamtąd kompletnie głodny niż się najadł. Tak więc po naciśnięciu rożnych dziwnych znaczków czekamy na jedzenie. Po minucie z monitora zaczął wydobywać się jakiś dziwny dźwięk, a ekran zaczął migać. Okazało się, że to coś na niewielkim talerzyku zbliżające się do mnie to pierwszy posiłek zamówiony przeze mnie. Kolejne pojawiały się w odstępach 15 sekundowych. Po zjedzeniu wrzucasz talerzyki do specjalnego otworu gdzie za każde 5 talerzyków przypadał pewnego rodzaju los.


Na ekranie odbywało się małe losowanko i przy odrobinie szczęścia można było wygrać drobne fanty. Nie byłym zaskoczony, że z moim szczęściem nic nie wygrałem.



Jednym z moich ulubionych miejsc była niewielka restauracja zlakalizowana niedaleko mieszkania Tetsuko(czyt. Tecko), mojego mentora i opiekuna w Japonii. Przy wejściu znajdują się dwa automaty w których wybiera się dania. Po włożeniu żądanej sumy pieniędzy dostaje się karteczkę, którą należy wręczyć kelnerce. Za główną witryną sklupu znajdują się plastikowe repliki dostępnych potraw dzięki czemu można zobaczyć co tak naprawdę się zamawia. Podobieństwo plastikowych potraw do oryginałów jest niesamowita. Nie to co w przypadku McDonalds'a, kiedy oglądasz reklamę soczystego hamburgera, a w rzeczywistości dostajesz naleśnika z kawałkiem wysuszonego mięsa i plastrem ogóra.

Za przepyszny zestaw płaciłem około 750 Jen (około 22 zł w marcu 2008 roku). W cenę wliczony jest ryż oraz zielona herbata bez ograniczeń.  Nie możliwe było wyjść bez pełnego żołądka.

Cóż, o jedzeniu mógłbym mówić godzinami. Może jeszcze powrócę do tematu w przyszłości.
All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008-2009 by Moja Japonia