Strona glownaJaponia
Czy wiesz ze...
Sam widzialem
Artykuły
Zielona Herbata
Język
GaleriaTest
O stronieLinkiKontakt
Księga Gości
Forum

Drogo. Bardzo drogo...czyli hotele w Japonii.

Podczas mojej kolejnej podroży do „Kraju Samurajów”, nie chcąc nadużywać gościnności moich japońskich przyjaciół, postanowiłem “pomieszkać” jak prawdziwy turysta - w hotelach. Niestety było drożej niż się spodziewałem no, ale jak każdy Polak, jakiś powód do narzekania muszę mieć.

W celu dogłębnego zbadania tematu postanowiłem sprawdzić różnego rodzaju zakwaterowanie i tak mieszkałem w hotelach tanich (najczęściej), czasem średnich, raz w 5 gwiazdkowym oraz raz w… Love Hotel(ラブホテル rabu hoteru). 

Najmilsze wrażenie to bardzo serdeczna i kulturalna obsługa zarówno w drogich jak i tanich hotelach.

Kolejna miła niespodzianka, w pokoju hotelowym do dyspozycji gości zawsze są: szczoteczka do zębów, kapcie, szlafrok, herbata, kawa, a czasem żyletki do golenia i woda mineralna. Należy zauważyć, że woda bieżąca jest zdatna do picia bez przegotowania i nigdy nie ma znanego mi z naszych kranów posmaku chloru. Każdy hotel posiada również klimatyzację, co przy nierzadko wysokich temperaturach oraz wilgotności powietrza jest niezwykle cennym dodatkiem wyposażenia pokoju.

Pokoje w hotelach….nazwijmy je budżetowymi są tak małe, że jak otworzyłem moją średniej wielkości walizkę to ciasno było jak w kurniku, a jak już się rozpakowałem to wszystko było tak upchane jak w samolocie Wizzera lecącego do Polski na Święta Bożego Narodzenia (kto leciał ten wie o czym mówię). Łazienki jeszcze mniejsze, ale zawsze z wanną oraz moją uwielbianą pirotechniczną toaletą z wiatrakami, prysznicem oraz innymi cudami.

Niemiłym zaskoczeniem był dla mnie brak anglojęzycznych kanałów w telewizji. Kilkanaście japońskich kanałów, w których filmu nie uświadczysz, a jeśli już jesteś zdesperowany to zostają ci płatne kanały, z których większość i tak jest z programami erotycznymi, chociaż tam znajomość języka nie jest aż tak bardzo potrzebna:-).

Zauważyłem również, że w telewizji japońskiej emitowanych jest naprawdę niewiele filmów. Większość to programy rozrywkowe przy których można się uśmiać nawet jeżeli nie rozumie się słów. Uczestnicy takich show skaczą, wrzeszczą, śmieją się, a czasem i robią (na mój gust) dość obleśne rzeczy. Dla zainteresowanych polecam odwiedzić www.youtube.com i w wyszukiwarce wpisać JAPANESE SHOW.

W kilku odwiedzonych przeze mnie hotelach nie mogłem dostać przejściówki na europejskie wtyczki co również było dla mnie niedogodnym rozczarowaniem - chociaż chwilowym. Zakup takiej wtyczki w dużym sklepie z elektroniką to wydatek rzędu 10 złotych.

Przed jednym z hoteli mieli takie sprytne urządzenie służące do zabezpieczania mokrych parasoli. Złożony już parasol wkładasz w prowadnicę z folią, która oplata czaszę parasola, dzięki czemu nie moczysz wszystkiego naokoło po wejściu do hotelu. Oczywiście jak postanowiłem użyć tego pierwszy raz to coś nie tak zrobiłem - mimo że obsługa prosta jak cepa - szarpnąłem za mocno, worki się wysypały, kilka się rozerwało…. ach, niech żyje zgrabność.

Meldowanie w hotelach wygląda rożnie. W jednym z hoteli dostałem kartę-klucz, którą potem musiałem wsunąć do specjalnej maszyny (przypominającej automat do kawy), a następnie włożyć określoną sumę pieniędzy, tak by uaktywnić kartę na żądaną ilość nocy. Pieniądze włożyłem (na szczęście urządzenie to miało wersję angielską), coś tam zabulgotało, zamieszało i karta wyskoczyła z powrotem do mnie. Udałem się na swoje piętro, włożyłem kartę w do zamka, powiedziałem magiczne "Sezamie Otwórz Się" i już byłem w środku.

Na korytarzach hoteli znajdują się automaty z napojami, papierosami oraz alkoholem(!) co jest niezwykle wygodne, gdyż nie trzeba zasuwać do ICH "Żabki" czy "Biedronki" jak akurat jest ochota na coś... powiedzmy zimnego.

W pięciogwiazdkowym Hayatt’cie obsługiwany byłem przez białego osobnika z doskonałym japońskim (tak przynajmniej twierdziła moja towarzyszka) oraz równie dobrym angielskim. Hotel super, z błyszczącymi klamkami, ogromnym telewizorem, darmowymi kanałami anglojęzycznymi (hurrra!) oraz barem na 23 piętrze, z Żubrówką, niezłym Mojito i cudnym widokiem na panoramę Osaki. Pokój przestronny, a i łazienka bez zarzutów, no i było tam pełno takich małych buteleczek z szamponami, żelami do ciała, kremami itp. Tak, tak, zabrałem wszystkie:-)



Chyba najbardziej osobliwy sposób wynajęcia pokoju przeze mnie miał miejsce w Love Hotel. Wchodziło się przez…garaż. Następnie podchodzisz do tablicy, na której znajdują się zdjęcia pokoi. Te podświetlone są nadal dostępne. Wybieram i… nie mam pojęcia co dalej. Nagle z głośnika odzywa się żeński głos instruujący mnie, aby iść prosto, później w lewo, znowu w prawo i do góry... czy jakoś tak. No to idę. Jakimś cudem trafiłem i w tym momencie dopiero zaczynają się inne inności. Do pokoju drzwi są otwarte, wchodzę i tutaj zaczyna się problem jak nie masz kasy. Drzwi zatrzaskują się automatycznie i dopiero po włożeniu odpowiedniej ilości pieniędzy do maszyny znajdującej się obok drzwi odblokowujesz zamek. W pokoju żadnych okien(ciekawe dlaczego:-), ogromny telewizor, odtwarzacz dvd, rzutnik multimedialny wysokiej jakości, system karaoke, wanna z jacuzii, lodówka, automat z napojami...czyli standard. Kolejna różnica w porównaniu do innych hoteli to doba hotelowa, która rozpoczyna się o 22.00, a kończy o 14.00 dnia następnego. Tak się zastanawiałem, co gdyby akurat pojawiło się trzęsienie ziemi, a tu drzwi zamknięte…. Przecież zanim znajdę kasę, włożę ją do tej przeklętej maszyny to już dawno będę pod tonami gruz! Chociaż z drugiej strony, znając przywiązanie Japończyków do kwestii bezpieczeństwa nie sądzę aby mi na to pozwolili.

Wynajęcie pokoju dwuosobowego w Osace w tanim hotelu ze śniadaniem to wydatek około 8000 jen, czyli w przybliżeniu 160 zł (dane z lipca 2008 roku), podobne ceny kształtują się w Love Hotel, a jeśli chodzi o drogie hotele… no cóż, tutaj ceny mogłyby zwalić z nóg niejednego Kowalskiego.
All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008-2009 by Moja Japonia