Strona glownaJaponia
Czy wiesz ze...
Sam widzialem
Artykuły
Zielona Herbata
Język
GaleriaTest
O stronieLinkiKontakt
Księga Gości
Forum

Wycieczka do "Tokyo Disney Resort" - czyli wspomnienie dzieciństwa:-)

Jak każdy fascynat Japonią, aby lepiej zgłębić moją wiedzę na temat tego wspaniałego kraju, poprosiłem moją Przyjaciółkę o edukacyjną wycieczkę po ojczyźnie samurajów. Tym razem do miejsca – które podobno, ale tylko podobno, uważane jest za niezbyt związane ani z kulturą ani historią Japonii- Disneyland’u w Tokio:-). Park, zlokalizowany w Tokio, a dokładnie w regionie zwanym Chiba, był pierwszym parkiem Disney’a otwartym poza granicami USA. Tetsuko (czytaj: Tecko), która jak dotąd była tam - jesli dobrze pamiętam - 4 razy, zgodziła się jak zwykle spełnić moje skromne życzenie i zorganizowała dla nas wspólną eskapadę do Tokio.

Wszystko zaplanowane, bilety na nocny autokar z Osaki kupione, możemy ruszać. Pierwsze miłe zaskoczenie to autokary. Wzięliśmy trochę droższą opcję i na pokładzie zastaliśmy rozkładane siedzenia dzięki czemu można było spokojnie sobie podrzemać w czasie dziesięciogodzinnej podróży. Jedno pociągnięcie dźwigni umieszczonej z boku siedzenia i już jestem w pozycji horyzontalnej. Bardzo sprytne i wygodne. Jedyne rozkładane siedzenie w polskim autobusie pamiętam z czasów mojej szkoły średniej, kiedy jadąc starym Jelczem, widziałem chłopaka zapierającego się trochę za bardzo o oparcie, które pod jego naciskiem się złamało, (nawiasem mówiąc już było uszkodzone). Niestety jak się okazało, to rozkładane siedzenie nie było opcją w tym jakimś cudem jeszcze jeżdżącym złomie i chłopaczysko musiało się gęsto tłumaczyć z wyrządzonej szkody.

Wcześnie rano zawitaliśmy pod bramą Disneyland‘u. Byłem niesamowicie podekscytowany i szczęśliwy, jako że była to moja pierwsza wizyta w prawdziwym lunaparku. Pierwsza, nie licząc wizyty w Chorzowskim parku rozrywki jakieś 15 lat temu. Nie wiem czemu, ale jakoś podświadomie przeczuwałem, że w Disneyland będzie trochę ciekawiej w porównaniu do tego, co zapamiętałem z Chorzowa:-)

Zaskoczyło mnie, że stojąc w niesamowicie długiej kolejce przed wejściem do Disney'a nie mogłem dostrzec żadnych osób o kolorze skóry podobnej do tej, którą widzę codziennie rano w lustrze. Jest to chyba jedyny Disneyland, który nie jest zbyt licznie odwiedzany przez klientów zagranicznych. Mimo to nie było oczywiście problemu z obsługą anglojęzyczną ani z broszurami w tym języku. W czasie całego dnia widziałem mniej niż dziesięć osób, które by nie wyglądały jak mieszkańcy Japonii i znaleźli się tam w celach stricte rozrywkowych. Kilka białych twarzy dojrzałem na…. platformach z bohaterami bajek Disney‘a. Tak więc jeśli ktoś z Was chciałby pracować w Japonii, i uważa że świetnie prezentowałby się jako Pluto, to robota czeka:-).

Jeśli chodzi o sam Disnayland to moje oczekiwania pokryły się z rzeczywistością – ubaw po same pachy. Ogólnie to jestem strachliwą istotą, jeśli chodzi o Rollercostery, Shock Dropy i inne takie tam wynalazki, które mają na celu doprowadzenie swoich ofiar do zapaści lub conajmniej odruchów wymiotnych. Tam na szczęście żadnych takich przerażających rzeczy nie znalazłem.

Jedna z atrakcji, którą wspominam najmilej to przejazd łódką w kształcie pnia drzewa(Splash Mountain). Niewinny przejazd, raz szybciej raz wolniej, w dół i w górę, aż do momentu kiedy usłuszałem szum spadającej wody… Już wiedziałem, że nic dobrego z tego nie będzie. Wypłynięcie z tunelu, zdecydowane przechylenie się łódki w dół i…lecimy!!!  Gdzieś tam przy wylocie z jamy zamontowano aparat, który robi zdjęcia uczestników przejażdżki w najbardziej ciekawym (czyt. przerażającym) momencie. Pozwoliłem sobie nabyć takie zdjęcie (koszt około 20 zł), na którym wyglądam jak…nie, niech to zostanie moją słodką tajemnicą.

Była także chata Kubusia Puchatka, Jacksonowie, Alicja z Krainy Czarów, Myszka Miki i wiele innych, a na koniec dnia fantastyczna parada z milionem światełek, muzyką oraz sztucznymi ogniami. Mimo, że spędziliśmy tam cały dzień, to nie udało nam się skorzystać z wszystkich atrakcji Disneyland’u, a trzeba wiedzieć, że drugie tyle atrakcji znajduje się w sąsiadującym Tokyo Disney Sea (czyli parku wodnym), który stanowi inną część Tokio Disney Resort. Do tego dochodzi kolejna cześć – Ikspiari – gdzie można łatwo i szybko wydąć ciężko zarobione pieniądze w licznych sklepach z pamiątkami i restauracjach. Ja wiele ich nigdy nie miałem, więc za dużo czasu w tej części parku nie spędziłem.

Wycieczka do Disneyland'u przypomniała mi, że nie trzeba być przedszkolakiem aby bawić się jak dziecko:-)

Wszystkich chętnych do zapoznania się z ofertą "Tokyo Disney Resort" zapraszam na ich oficjalną stronę:
http://www.tokyodisneyresort.co.jp/index_e.html
All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008-2009 by Moja Japonia