Strona glownaJaponia
Czy wiesz ze...
Sam widzialem
Artykuły
Zielona Herbata
Język
GaleriaTest
O stronieLinkiKontakt
Księga Gości



(Nie)banalne wspomnienia Martyny Wojciechowskiej z podróży do Japonii

Chyba odejdę trochę od koncepcji strony „Moja Japonia” pisząc ten artykuł, no ale skoro jestem jej twórcą to chyba mi wolno?
:-)

"Surfowałem" sobie niedawno w internecie szukając informacji do jednego z artykułów i trafiłem na stronę Martyny Wojciechowskiej, która jak się okazało ma w swoim dorobku również podbój Japonii. Od razu zabrałem się do czytania historii związanych z jej podróżą do Japonii. Może zacznę od tego, że osobiście to nic nie mam do koleżanki. Mam do niej sporo szacunku za to, że potrafiła uczynić ze swoich pasji sposób na życie. Naprawdę nie brakuje jej pomysłów na ciekawe zagospodarowywanie czasu i za to chylę czoła.


Jednak gdy przeczytałem te jej „opowiastkę” o Japonii to po prostu całkowicie się zawiodłem. Chyba faktycznie sama pisała ten reportaż i nikt nie zaproponował jej merytorycznych zmian w artykule bo wieje mi z niego niesamowitą powierzchownością stwierdzeń, refleksji i opinii. Dlatego uważam, że osoby, które tak naprawdę nie znają kultury ani specyficznej mentalności ludzi kraju, jakim jest Japonia, ostrożniej powinny wypowiadać się w tych kwestiach. Jej relacje są przerażająco uproszczone, chociaż – przyznaję bez bicia - nie odbiegające od rzeczywistości.

Gdybym miał zbudować moje wyobrażenie o kraju samurajów, tylko na podstawie tego co napisała Martyna na swojej stronie, to Japonia byłaby dla mnie tak ciekawa jak historie dotyczące tej dziewki co to biegała w telewizji z różowym koniem, a poziom inteligencji właścicielki tego pluszaka jest w przedziale z jednokomórkowcami oraz roślinami strączkowymi. Tak bardzo się cieszę, że miałem okazję poznać Japonię i jej mieszkańców zanim znalazłem ten odkrywczy artykuł.

Wracając do tematu. Jak można traktować poważnie to co znajduje się na jej stronie jeśli już w pierwszym akapicie pada stwierdzenie „Niemal wszyscy mówią po japońsku, a nazwy stacji metra są zapisane krzaczkami". Hmmm.... niezwykle odkrywcze stwierdzenie. To niby oni nie mają mówić po japońsku?

Martyna dziwi się, że takie tam są tłumy, pokoje w hotelach są małe itd. Ciekawe czy ona wie, że powierzchnia Japonii niewiele przekracza obszar Polski zaś jej populacja jest trzy razy wyższa niż naszego kraju. A żeby było zabawniej to tylko 25% Japonii jest zamieszkiwana! Te biedaki potrafiły wybudować tysiące kilometrów metra, aby te nieszczęsne tłumy mogły sprawnie się przemieszczać z miejsca "A" do miejsca "B", a wszystko to zbudowane przy kilkuset trzęsieniach ziemi nawiedzających obszar Japonii każdego roku. Cóż, my z pewnością nie jesteśmy ani tak chorobliwie pracowici ani przemęczeni, no i na pewno wiemy jak cieszyć się życiem i właśnie dlatego wybudowanie jednej nitki metra zajęło nam kilkadziesiąt lat.

Biedna Martyna, ale tak to jest jak się ogląda tylko filmy amerykańskie i na tym buduje się wizerunek Japonii. Jeśli ktoś naprawdę poznał Japonię to pewnie zrozumie mój punkt widzenia oraz prawie nie wyczuwalną ironię mojej wypowiedzi.

Rozbawiło mnie stwierdzenie, że w Japonii jest mało kradzieży PONIEWAŻ ludziom żyje się dostanio, bezrobocie jest niewielkie i każdego stać na normalne życie. Hi hi, skąd ona bierze te przemyślenia? Z poradnika „Młodego Ekonomisty” z dodatku do „Pani Domu”?

Albo zaskoczenie, że kobiety w Tokio nie chodzą w kimonach. Taaak. Dla Martyny to musiało być równie traumatyczne przeżycie, co dla mojej japońskiej przyjaciółki wiadomość, że Polki nie chodzą do pracy w strojach ludowych, a na dyskotekach nie tańczy się kujawiaka!

Kiedy już odniosłem wrażenie, iż mój smutek sięgnął dna czytając ten jej wylewny reportaż, to pomyślałem, że poprawię sobie humor oglądając jej zdjęcia z Japonii.  No i tutaj to dopiero walnęło mnie nieprzyjemne rozczarowanie. Chyba zmieniłbym temat tej części galerii z „Japonia” na „To ja Martynka. Ładna jestem, co?

Ok, zaraz ktoś mi powie, że się czepiam, bo to strona o niej, więc ONA ma prawo być na pierwszym planie. Może i tak, ale jak byłem na stronie Wojtka Cejrowskiego to również nie miałem wątpliwości, że jest to jego strona, o NIM, a jednak jest to coś zupełnie innego. Zobaczcie, porównajcie, zrozumiecie.

Żal mi się jej zrobiło, że po tygodniu jedzenia sushi musiała zjeść coś ludzkiego i udała się do McDonaldsa. Założę się, że nie wstrzymała nawet tygodnia. Ja chyba miałem lepszych przewodników w Osace bo dość szybko przekonałem się, że menu Japończyków nie ogranicza się tylko do sushi.

Oczywiście cieszę się, że Martyna miała okazję ubrać sobie kimono, zjeść parę razy sushi, zobaczyć ceremonię parzenia zielonej herbaty, pograć w pachinko i zrobić jeszcze kilka rzeczy, dzięki czemu może starać się o tytuł eksperta w dziedzinie japonistyki:-)

Tak czy owak, proszę wszystkich, którzy chcą bliżej poznać Japonię, żeby nie brali sobie do serca artykułu Pani Martyny Wojciechowskiej, ponieważ jest on niesprawiedliwym uproszczeniem czegoś czego nie można opisać w jednym reportażu.  


Wszystkich chętnych i odważnych do przyczynia artykułu Martyny Wojciechowskiej zapraszam na jej stronę:
www.martynawojciechowska.pl

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008 by Moja Japonia