Strona glownaJaponia
Czy wiesz ze...
Sam widzialem
Artykuły
Zielona Herbata
Język
GaleriaTest
O stronieLinkiKontakt
Księga Gości
Forum
Artykuł autorstwa Agnieszki Kasprzyk, nadesłany w związku z konkursem ogłoszonym na stronach www.mojajaponia.pl.

Godzilla od zawsze kojarzyła mi się z Japonią oraz filmami naszpikowanymi efektami specjalnymi. Opowiadanie Agnieszki sprawiło, że Godzilla w jakiś sposób stała mi się bliższa. Zawsze podziwiałem ludzi, ktorzy od wczesnych lat dziecinnych mieli jakieś hobby czy obiekt zainteresowania, które przez lata było pielęgnowane i rozwijane. Taka właśnie jest Agnieszka. Jej pasja czy wręcz pewnego rodzaju zamiłowanie do tego "japońskiego potwora" jest godna podziwu. Dlatego z taką przyjemnością czytałem jej opowiadanie i mam nadzieję, że Wasze odczucia będą podobne.

PS. Agnieszko, mam nadzieję, że twoje marzenie się wkrótce spełni :-)

Godzilla

Mam pewne marzenie, niezbyt może oryginalne. Chcę pojechać do Tokio, by zrobić sobie zdjęcie z Godzillą. Znajomy, któremu tłumaczyłam dlaczego chcę pojechać do Japonii zaproponował, że taniej mnie wyjdzie, jak sobie z nim zrobię zdjęcie i podpiszę: „Ja i mój przyjaciel Godzilla”, ewentualnie: „Potwór Godzilla”, przy czym opis „Godzilla” miałby się znajdować pod osobą mojego szacownego znajomego, a „potwór” pod moją.

W dzieciństwie nie opuściłam żadnego seansu w kinie, podczas którego były wyświetlane filmy z Godzillą. Wielokrotnie  miałam okazję oglądać film z 1974 „Godzilla kontra Mechagodzilla” choć w Polsce był wyświetlany pod tytułem "Terror Mechagodzilli" (Po dokonaniu zakupu "Terroru Mechagodzilli" z roku 1975 początkowo jego tytuł przetłumaczono na "Powrót Mechagodzilli") W filmie z 1974 roku Godzilla wraz z przesympatycznym z wyglądu King Caesar’em pokonuje Godzillę-Robota czyli Mechagodzillę sterowaną przez kosmitów. W tym wypadku Godzilla stał niejako po „jasnej stronie mocy”, co mnie wówczas bardzo cieszyło, bo nie zawsze wiedziałam, po której bywa on stronie tzn. po „naszej” – ludzi czy po „innej”. Najczęściej jednak Godzilla stawał po „swojej” stronie.  

W tym czasie, mam na myśli wczesne lata osiemdziesiąte, w polskich kinach Godzilla miała konkurencję. Wyświetlano bowiem jeszcze jeden film z serii japońskich filmów science-fiction o potworach - o gigantycznym żółwiu Gamera „Superpotwór” z roku 1980 z wytwórni Daiei, w oryginale „Uchu Kaijū Gamera”. Gamera bronił Ziemi przed całą hordą potworów wysłanych do ataku przez kosmitów. Zdaje się, że w tym filmie wykorzystano raz jeszcze fragmenty scen walk potworów z poprzednich filmów o Gamerze z serii Seria Shōwa. Później o Gamerze nakręcono jeszcze serię Heisei oraz Millennium. Jednak żaden z tych filmów nie został pokazany w Polsce. Lubiłam tego gigantycznego żółwia. W końcu uchodził za „przyjaciela wszystkich dzieci”, a ja byłam jeszcze wtedy dzieckiem.

W tym czasie byłam „specjalistką od japońskich potworów”. Żadne z dzieci z podwórka nie mogło się równać ze mną pod względem znajomości nazw potworów, tytułów i fabuł japońskich filmów, ale oczywiście tylko tych kilku wyświetlanych w Polsce. Cóż, nie było ich aż tak wiele, by nie mogło tego ogarnąć swoją pamięcią małe dziecko.

Jako fance Godzilli, aż wstyd mi się przyznać, że do tej pory nie obejrzałam „Godzilla – Król potworów” filmu z roku 1954 wyreżyserowanego przez Ishira Hondę. Pod takim tytułem, tłumaczonym z angielskiego, film ten był wyświetlany w latach pięćdziesiątych w polskich kinach. Podobno był pierwszym i ponoć jedynym filmem science-fiction zakupionym przez wszystkie ówczesne kraje socjalistyczne.

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce wersja tego filmu z dubbingiem hiszpańskim. Byłam na tyle zdeterminowana chęcią zobaczenia tego filmu, że .... zaczęłam  go oglądać. Dość dziwacznie brzmiał język hiszpański w ustach aktora Akihiko Hirata  (doktor Daisuke Serizawa), Momoko Kōchi (Emiko Yamane), czy  Takashi Shimura (doktor Kyohei Yamane), ale to można było jeszcze przetrzymać. Jednak kiedy Godzilla ryknął, a zabrzmiało to trochę jak „Hasta la vista, baby”, zwyczajnie wyłączyłam film. Dalej poszukuję przyzwoitej, niesprofanowanej jakimś dubbingiem, wersji tego filmu.

„Godzilla” z 1954 roku nie był jedynie filmem o jakimś straszliwym przedpotopowym gadzie, o którym się opowiada niegrzecznym dzieciom na dobranoc. Film niósł ważne przesłanie. Godzilla-potwór uosabiał  alegorię wojny atomowej. „Boski jaszczur” (tłumaczenie w wersji międzynarodowej) swoją radioaktywnością oraz agresją wyrządził ogromne szkody. Spotkałam się również z tezą, że Godzilla-potwór może być zinterpretowany jako uosobienie Amerykanów, którzy prowadzili wówczas testy z bronią atomową. Film nakręcono bowiem kilka lat po tragedii Hiroshimy i Ngasaki oraz kilka miesięcy po wydarzeniu, w wyniku którego ucierpiała załoga japońskiego statku rybackiego znajdująca się w pobliżu miejsca, w którym Amerykanie prowadzili swoje testy. Reżyser Ichirō Honda, współpracował przy kilku produkcjach Kurosawy. Być może dlatego właśnie jego surowy czarno-biały film zdaje się być bardziej realistyczny, ostry i przerażający niż wiele późniejszych kolorowych filmów z serii Shōwa, Heisei, Millennium/Shinsei (nawet w wersji z dubbingiem hiszpańskim mimo wszystko).

Ostatnio jedna ze stacji telewizyjnych co jakiś czas emituje kolejne filmy z Godzillą w roli głównej z serii Heisei i Millennium/Shinsei. Kilkakrotnie pokazano „Godzillę” z 1984 roku w wersji japońskiej. Film jest zdecydowanie mroczniejszy od poprzednich. Istotnym  wątkiem jest debata nad użyciem broni atomowej przez Związek Radziecki i USA.  Premier Mitamura (grany przez Keiju Kobayashi) cytował Trzy Zasady Antyatomowe Japonii ukute przez premiera Eisaku Satō pod koniec lat sześćdziesiątych: Japonia nie będzie ani posiadać, ani produkować, ani importować do kraju broni jądrowej. Ciekawostką jest, iż w wersji japońskiej Rosjanie i Amerykanie są przedstawieni podobnie tj. dwa mocarstwa, które choć prezentują swą potęgę, tak naprawdę obawiają się wojny atomowej. Z kolei w wersji amerykańskiej wiele scen przerobiono tak, aby Rosjanie wyszli na prowodyrów wojny atomowej. Przykładowo w scenie na okręcie "Bałaszewo" radziecki agent rusza do konsoli rakiet. W wersji japońskiej widzi, że rakiety zostaną wystrzelone i chce je za wszelką cenę zatrzymać, niestety ginie. W wersji amerykańskiej zamiast "Muszę to zatrzymać" mówi "Muszę wystrzelić rakiety!" i dodano scenę, gdy naciska „guzik wystrzelenia”. Usunięto także scenę wystrzelenia amerykańskiego pocisku, aby Ameryka wyglądała mniej agresywnie. Można w tym miejscu pokusić się o małą dygresję. Również w roku 1984 powstał „Terminator”, w Polsce wyświetlany jako „Elektroniczny morderca”.  Film zaczyna się apokaliptyczną wizją przyszłości po wybuchu wojny atomowej. Pada również stwierdzenie, że nikt już  nie wie, kto tę wojnę rozpoczął. Oczywiście po  kolejnych częściach „Terminatora” my już to wiemy.

Ciekawie na tle pozostałych filmów wypada też kolejny wyemitowany w TV film z roku 2002 „Godzilla kontra Mechagodzilla”. Film nawiązuje treścią do  poprzednich filmów: szkielet Godzilli, użyty do budowy Kiryu, pochodzi z Godzilli zabitego w 1954 r., wspomina się także dwa inne potwory: Mothrę i Gairę, giganta z filmu „Pojedynek Potworów”. Sama historia jest utrzymana w bardziej realistycznym tonie: Kiryu nie zostaje zbudowany z pomocą technologii przyszłości, jak Mechagodzilla z 1993 r., Japonia, by zbudować Kiryu zawiera wiele umów międzynarodowych, a realizacja projektu zajmuje aż cztery lata (wiele robotów w poprzednich filmach powstawało w kilka miesięcy), Kiryu ma ograniczony zapas energii (maszyny z poprzednich filmów nie miały takiego ograniczenia) i może walczyć tylko przez dwie godziny, a jeśli użyje Działa Zero Absolutne, to nawet mniej. Szkoda jednak, że po raz pierwszy od filmu „Powrót Godzilli”  z 1999 roku w filmie nie użyto słynnego "Tematu Godzilli". W końcu to jest jeden z najbardziej rozpoznawalnych muzycznych tematów filmowych. Mogłabym mieć nawet taki dzwonek w telefonie.

Z kolei dla mnie ciekawą, jakkolwiek nieco marginalną sprawą, są zmiany jakie zachodzą w kreowaniu ról kobiecych. Poczynając od lat pięćdziesiątych kobiety w filmach o Godzilli stawały się coraz bardziej aktywne. W „Godzilla kontra Mechagodzilla” pojawia się kobieta premier, główna, oprócz samego Godzilli oczywiście, bohaterka pilot Akane Yashiro jest kobietą. Z dzieciństwa, znowu sięgam do osobistych doświadczeń z lat osiemdziesiątych ;D, pamiętam serial „Oshin” nakręcony w 1983 roku. Przedstawiał historię życia Oshin, biednej dziewczynki z japońskiej prowincji. Jako dojrzała kobieta stała się ona bardzo bogatą właścicielką dużej sieci supermarketów w Japonii. Z moją młodszą siostrą z wypiekami na twarzy śledziłyśmy koleje losu małej Oshin. Bawiłyśmy się nawet w „Oshin”. Podpatrzyłyśmy bowiem, że mała Oshin opiekując się dziećmi nosiła je na plecach w ten sposób, że trzymały ją one za szyję. Do tej pory, jak sobie to przypomnę, to czuję takie jakiś dławienie w gardle. W jednym z odcinków pojawił się pewien szczególny wątek, którego nie mogłam wówczas pojąć. Dziewczynki ustawiały swoje piękne lalki z okazji Hina-matsuri, Święta Lalek. Lalki jednak nie służyły zabawie, a jedynie były prezentowane. Na samej górze znajdowały się najważniejsze figurki: po lewej stronie cesarz, po prawej cesarzowa, u stóp pary cesarskiej znajdowały się trzy damy dworu, poniżej były figurki pięciu muzykantów, potem dwóch ministrów, aż wreszcie na samym dole stało trzech strażników Dla mnie to było coś osobliwego, lalki, którymi nie można się było tak zwyczajnie bawić, a jedynie można je było oglądać .

Konkurencją dla „Oshin”, był serial „Niewolnica Izaura” – ówczesna sensacja, który mniej więcej emitowano w podobnym okresie tj. od 1984 roku.  Izaura nie miała jednak szans z japońskim samurajem Miyamoto Musashi. Nie ma się zresztą, czemu dziwić. Musashi słynął z licznych wygranych pojedynków. Główną rolę w emitowanym w Polsce serialu z lat 1984 – 1985 grał Kôji Yakusho. Oczywiście po każdym odcinku na podwórku szczegółowo omawialiśmy (tj. dzieciarnia)  kolejne pojedynki stoczone przez dzielnego Musashiego.

Zatem chcę pojechać do Tokio, by zrobić sobie zdjęcie z Godzillą. Znajomy, o którym wspomniałam w pierwszych zdaniach niniejszego tekstu, tak z boku to może i trochę przypomina „boskiego jaszczura”, ale nie potrafi ziać radioaktywnym oddechem i nie zasysa elektryczność, by wykorzystać ją jako magnes niezwykłej mocy. Jednak pojadę do Tokio. Za jakiś czas.
Agnieszka Kasprzyk
All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone. 2008-2009 by Moja Japonia